Udostępnij znajomym

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj22
mod_vvisit_counterWczoraj27
mod_vvisit_counterTen tydzień187
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień229
mod_vvisit_counterTen miesiąc576
mod_vvisit_counterOstatni miesiąc980
mod_vvisit_counterWszystkie38931

Aktualnie: gości 3 połączonych
Twoje IP: 38.107.179.240
 , 
Dziś jest: Maj 19, 2012
Logowanie
Start
AddThis Social Bookmark Button

Dziękujemy

wszystkim, którzy przybyli na zjazd.

To dzięki Waszej wytrwałości udało się nam całą imprezę doprowadzić do końca.

Jesteśmy wdzięczni za słowa uznania i wskazówki na przyszłość.

Mamy nadzięję, że spotkamy się ponownie już wkrótce, dlatego prosimy o przekazywanie nam swoich wspomnień z czasów szkolnych oraz związanych ze zjazdem.

Ciągle zglaszają się do nas absolwenci i pracownicy szkoły z ciekawymi materiałami, które zapewne staną się zaczątkiem nowej publikacji o szkole.

Zapraszamy do odwiedzania murów szkoły, która w Państwa pamięci zapisała się na trwałe i jak wspólnie stwierdziliśmy - pozytywnie.

Komitet organizacyjny

Poprawiony (Czwartek, 20 Październik 2011 13:03)

 
AddThis Social Bookmark Button

Kalendarium szkoły:

 

1921 r. -

poświęcenie starego budynku szkoły przy ul. Kazimierzowskiej w Starej Wsi (obecnie siedziba WODR) przez bp. Henryka Przeździeckiego.

1922 r. -

otwarcie 11 miesięcznej Szkoły Rolniczej im. Kazimierza Wielkiego w Starej Wsi.

 

l. 1924 - 39 -

wyposażenie szkoły w niezbędne maszyny, chlewnię gnojownię, szkółkę drzew owocowych i ozdobnych. Każdego roku kończyło szkołę ok. 40 uczniów.

l. 1939 - 45 -

szkoła zajęta przez Niemców. Na jej terenie stacjonował oddział Wermachtu i stworzono lotnisko. Mimo to szkoła funkcjonowała nadal chroniąc miejscową młodzież i partyzantów przed wywiezieniem na roboty w głąb Rzeszy i represjami.

1948 r. -

szkołę jednoroczną podniesiono do rangi Czteroletniego Gimnazjum Rolniczego, które następnie przyjęło nazwę Czteroletniego Liceum Rolniczego (nauka odbywała się w budynku przy ul. Kazimierzowskiej i dwóch drewnianych barakach).

1952 r. -

przekształcenie Liceum Rolniczego w Technikum Weterynaryjne, które istniało przez 8 lat. Następnie wrócono do Czteroletniego Liceum Rolniczego i równolegle założono dwuletnią pomaturalną Państwową Szkołę Techniczną Wodno - Melioracyjną.

1965 r. -

utworzenie pięcioletniego Technikum Wodno - Melioracyjnego oraz szkół zasadniczych: Rolniczej i Mechanizacji Rolnictwa.

1977 r. -

przeniesienie szkoły do nowego budynku, przy ul. Bema 4.

1978 r. -

przeniesienie z Mordów kierunków tereniarskich:

trzyletniego Technikum Terenów Zieleni na podbudowie zasadniczej Szkoły Zawodowej,

Zasadniczej Szkoły Terenów Zieleni

oraz Zasadniczej Szkoły Ogrodniczej.

1991 r. -

otworzenie Technikum Ogrodniczego na podbudowie szkoły podstawowej.

1996 r. -

utworzenie Liceum Technicznego o profilu rolno - spożywczym.

1997 r. -

zmiana nazwy szkoły na Zespół Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Praktycznego.

1998 r. -

zmiana nazwy szkoły na Zespół Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia ustawicznego.

1999 r. -

utworzenie Liceum Technicznego o profilu Ekonomiczno - Administracyjnym i Mechanicznym.

2011 r. -

obecnie szkoła kształci na następujących kierunkach:

Liceum Profilowane (o profilu Usługowo - Gospodarczym)

Zasadnicza Szkoła Zawodowa (o profilach Kucharz Małej Gastronomii; Ogrodnik i Mechanik - Monter Maszyn i Urządzeń)

Technikum (o profilach Rolnik; Ogrodnik, Architektura Krajobrazu)

Liceum Ogólnokształcące (profil historyczno - językowy i biologiczno - geograficzny)

Liceum Ogólnokształcące z elementami edukacji ogólnopolicyjnej oraz

z elementami edukacji ogólnopożarniczej

Technikum Uzupełniające (o profilu Technik Agrobiznesu).

 

 

Poprawiony (Poniedziałek, 12 Wrzesień 2011 22:22)

 
AddThis Social Bookmark Button

Ankieta ZSP nr 4 – Absolwenci

1. Imię i nazwisko – ANNA MARIA LICHOGRAJ

2. Rok urodzenia- 1976

3. Wykształcenie- WYŻSZE MAGISTERSKIE, FILOLOGIA POLSKA

4. Lata nauki w ZSP nr 4- 1991-1996

5. Klasa (kierunek)- TECHNIKUM ROLNICZE

Proszę o dokończenie zdań:

1) Moją naukę w „Rolniku”, wspominam jako … najwspanialszy, najciekawszy i najweselszy etap nie tylko w mojej edukacji, ale i w moim życiu. Choć do szkoły trafiłam przypadkiem, bo nie dostałam się do tej, którą wybrałam, nie chciałam się przenieść do innej mimo takiej możliwości. Już w pierwszym miesiącu nauki wiedziałam, że jest to szkoła szczególna, gdzie uczeń naprawdę się liczy, gdzie ma prawo głosu, gdzie może rozwijać swoje pasje. Wspaniałe było to, że nie czułam się anonimowa, że nauczyciele mnie rozpoznawali, że dzięki nim zaangażowałam się w wiele działań. Nauka w Rolniku nie była łatwa, jak sądzili czasem uczniowie innych szkół- oprócz „zwykłych” przedmiotów trzeba było przecież przyswoić te zawodowe… Nie zawsze było lekko J

2) Moje pierwsze skojarzenie ze szkołą to … rewelacyjna atmosfera, liczne rozrywki- walentynki, pierwszy dzień wiosny, dyskoteki w internacie… I praktyki, na które się czasem narzekało, ale dzięki którym nauka nabierała kolorytu J

3) Najgorszy dzień w szkole

Szczerze mówiąc trudno mówić z takiej perspektywy o najgorszym dniu- tym bardziej, że naukę w Rolniku naprawdę wspominam z wielkim rozrzewnieniem, ale było kilka takich dni, które wydawały się najgorszymi, a zapadły w mojej pamięci zupełnie inaczej…

Jeden z nauczycieli poprosił kiedyś mnie i moją koleżankę Alicję Jasińską o wypisanie świadectw na koniec roku. Wytłumaczył nam (tak Mu się wydawało…), co i jak i nas zostawił. Okazało się, że zmarnowałyśmy kilkanaście tych świadectw. Pamiętam, że rzucił nimi i krzyknął: „Was to tylko po zapałki posłać!”. Następnego dnia poszłyśmy na wagary…

Pamiętam też sytuację związaną z praktykami w gospodarstwie. W trakcie nauki w szkole pracowałam razem z koleżanką w Katolickim Radio Podlasia. Pamiętam, że przygotowałyśmy audycję radiową na temat praktyk- bez owijania w bawełnę… Nie było to nic obraźliwego, naszym zdaniem wręcz przeciwnie (praktyki były naprawdę szczególnym elementem nauki i rozrywki, zwłaszcza dla dzieci z miasta, a było nas takich w klasie zaledwie ośmioro). Opisałyśmy dzień praktyk, poranne wstawanie, dojenie krów, sprzątanie gospodarstwa, a swoje rozważania podsumowałyśmy hasłem znanym z pociągu- że czasem lepiej się nie wychylać… Następnego dnia dostałyśmy za swoje… To był akurat dzień wręczania jakichś nagród za działalność. Wyszłyśmy na środek sali gimnastycznej. Jedna z pań wicedyrektorek ostro nas skrytykowała, mówiąc, że nie dbamy o dobre imię szkoły itp. i że trzeba nas przykładnie ukarać. Byłyśmy przerażone. Zupełnie inaczej podszedł do tego ówczesny dyrektor, p. Waldemar Kühn. „Nasze dziennikarki”- powiedział z prawdziwą dumą, wręczając nam nagrody. Byłyśmy w siódmym niebie

4) Nauczyciel, którego wspominam szczególnie często

Takich nauczycieli jest wielu. Do dziś pamiętam nazwiska i twarze chyba wszystkich swoich pedagogów. Szczególnym sentymentem darzę jednak p. Danutę Ciok, dzięki której ostatecznie podjęłam decyzję o pójściu na studia polonistyczne. Pani Ciok była dla wielu niczym matka- pamiętam, jak nas do siebie przygarniała, głaskała po głowie, ale potrafiła też wyciągnąć za uszy. To dzięki Jej inicjatywie w szkole odbywały się wieczorki poetyckie (m.in. poezji ks. Jana Twardowskiego, Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej), to pod Jej czujnym okiem przygotowywaliśmy liczne akademie. Poświęcała nam swój wolny czas organizując spotkania z poetami czy pisarzami, m.in. z Barbarą Wachowicz czy ks. Janem Twardowskim. Kiedy z powodu choroby nie poszłam na spotkanie z tym poetą, p. Danuta Ciok przyniosła mi książkę z dedykacją księdza „Dla chorej Ani…”.

Choć od zakończenia mojej nauki minęło ponad 15 lat, do dziś utrzymuję kontakt z p. Ciok. Jest dla mnie wielkim autorytetem i po prostu życiową kobietą, z którą uwielbiam rozmawiać.

5) Nigdy nie zapomnę… praktyk.

Nie tylko tych w gospodarstwie szkolnym, ale także na wsi u mojej koleżanki Alicji czy zorganizowanych przez szkołę i odbywających się przez 3 miesiące w Niemczech.

Praktyki w szkolnym gospodarstwie (o ile pamiętam dwutygodniowe) odbywały się jesienią i latem. W tym czasie, aby nie wstawać codziennie raniutko, mieszkałam z koleżankami w internacie szkolnym. O 6 rano szłyśmy robić „obrządek”, potem sprzątałyśmy teren gospodarstwa, pracowałyśmy na polu lub pasłyśmy krowy (czyli leniuchowałyśmy patrząc w niebo…). Pamiętam sytuację, gdy moim koleżankom, które zasnęły opalając się na łące, krowy uciekły na działki nauczycielskie, a potem „w miasto”. Obławie przewodziła policja i straż pożarna….

Po ukończeniu trzeciej klasy pojechałam razem z kilkunastoma innymi osobami na praktyki do Niemiec. Oprócz tego, że miałam okazję nieźle nauczyć się niemieckiego, zobaczyć, jak wygląda prawdziwe zmechanizowane gospodarstwo- poznałam tam wspaniałych ludzi, z którymi do dziś utrzymuję kontakt, a kilka moich koleżanek założyło nawet później w Niemczech rodziny…

6) Największym wyzwaniem dla mnie było … nauczyć się doić krowę. I nie dać się jej kopnąć J Jakoś się udało, bo na praktykach w Niemczech doiłam ich codziennie kilkadziesiąt i nadal żyję J

7) Gdybym mógł/mogła cofnąć czas … chciałabym choć na tydzień zasiąść w ławce z Alicją Jasińską i zostać wyrwana do odpowiedzi na roślinkach za jedzenie groszków ze sklepiku szkolnego… Jeszcze raz podpowiadać na mechanizacji rolnictwa Joli Jastrzębskiej z budowy pługa („Pług ma pierś… No pierś. Pokaż tę pierś!”)- i pójść za to jak wtedy do kąta... Przebrać się z okazji Święta Wiosny za Madzię Karwowską z maskotkowym boa na szyi lub ruskiego lotnika z flagą na plecach i paradować tak po mieście… Recytować wiersz przy świecach na wieczorku poezji i słuchać gry na gitarze naszego szkolnego kolegi Alberta, w którym kochało się pół szkoły… Pisać wiersze dla Pani Dziendzikowskiej na klasówce z ekonomiki, zamiast odpowiadać na pytania (a potem dostać czwórkę i dopisek na kartce- „Aleś Ty Liszka utalentowana”)… Uczyć się cudnie brzmiących łacińskich nazw: „avena sativa” i „solanum tuberosum” i spróbować rozpoznać dwadzieścia nasion traw…

8) Żałuję, że … straciłam kontakt z ludźmi, którzy przez pięć lat byli mi tak bliscy. … Że nie mogę cofnąć czasu i przeżyć znów choćby jednego dnia w tej szkole razem ze wszystkimi, którzy tam wtedy byli. Żałuję, że mój Rolnik sprzed tych kilkunastu lat żyje tylko w moich wspomnieniach… Żałuję, że wyjechałam z Siedlec i nie starałam się o pracę w tej szkole, którą naprawdę kochałam.

9) Obecnym uczniom chciałbym/chciałabym powiedzieć, żeby umieli chwytać chwile, żeby zapisywali je w swojej pamięci, bo potem trudno je będzie odzyskać. Że często się nie docenia ludzi i miejsca, w którym się jest… Że szkoły nie tworzą mury i nauczyciele, ale wszelkie działania uczniów, które kiedyś odbiją się echem. Że mimo tego, że niektórzy się śmieją, że ktoś chodzi do Rolnika, a nie „najlepszego” liceum- po latach można z dumą powiedzieć, że się ten Rolnik skończyło!!!

Chciałabym jeszcze dodać, że byłam bardzo mile zaskoczona wiadomością, że gazetka szkolna nadal nosi nazwę „Spoko”- jestem bowiem „pierwotną” autorką tej nazwy… Pierwszy numer (i wiele kolejnych, gdyż nie dysponowaliśmy żadnym sprzętem oprócz ksera), pisany był ręcznie przeze mnie i innych uczniów tworzących to dzieło. Na pierwszej stronie widniała rymowanka „Spoko, bo w oko”. Cieszę się, że nazwa przetrwała do dziś, choć z tego, co wiem, gazetka nie ukazywała się przez cały czas.

ANNA MARIA LICHOGRAJ

Poprawiony (Piątek, 07 Październik 2011 17:00)